Strona główna
Moja młodośćMoja młodość
Kariera sportowaKariera sportowa
Rozpowszechnianie Metody Samoleczenia B.S.M.Rozpowszechnianie Metody Samoleczenia B.S.M
Co dalej?Co dalej?
Moje hobby wiersze
Moje hobby felietony
Manifest
KontaktKontakt
english version english version

Pomagajmy sobie nawzajem. Piotr LewandowskiPomagajmy sobie nawzajem. Piotr Lewandowski

Moje hobby

Kilkanaście z kilkudziesięciu rymów jakie napisałem:

MYŚL CZŁOWIEKU

I lekarz i ksiądz i pielęgniarka
Chcą byś wrzucił im coś do garnka

A uzdrowiciel językiem mlaska
A mnie głuptasie co niełaska

Pan Bóg się wkurzył
Myśl Człowieku
Wierz Mnie A Nie Olmekom

A białe kitle proszą Boga
Już On ci pomoże byś nas promował

Oni By Chcieli Byś Łykał Prochy
Byś Zawsze Gotów Dać Kasę Z Boku

Byś zawsze człowieku miał to na względzie
Żyć trudno, umierać łatwiej będzie

A ja się leczę
Popatrz człowiecze
To jest odkrycie, to jest dopiero życie
Ja rękę trzymam na głowie
W miejscu o którym Ci nikt nie powie
Bo kasa i kasa i to się liczy
Wszędzie i zawsze w każdej dzielnicy
Bądź głupi, nam robotem rządzić
Łatwiej będzie
I tu teraz, zawsze i wszędzie.

Odkrycie polskie
I polska masa
Mówią że nie ma, nie ma głuptasa

www.samoleczeniebsm.pl


MNIE W TYCH WYBORACH NIE MA

Mnie w tych wyborach nie ma
Bo gdybym był to by zatrzęsła się ziemia
Pod stołkami tych którzy z wszystkich
Robią jeleni . notabli z pod ziemi

Oni wszystkim sterują
A ludziom figury pokazują
Tą figurą jest i Tusk i Kaczyński
Komorowski, Pawlak i powiedzmy
Prezydent Iksiński

Oni tak wybory ustawili
Że bez poparcia ich partii
Nie masz co liczyć na znak krzywy

Oni tworzą plan, jak z Polski
Zrobić następny stan
Stan biedny i zaniedbany
Dopóki nie powstaną ich klany

Klany te będą doić Polaków do woli
Aż nas będzie mniej niż chłopów na roli

Wtedy oni powiedzą, widzicie
Lepiej jest za Polski miedzą
My zrobimy u was park natury
Tutaj zostaną tylko Żubry

Tutaj będzie przyjeżdżał i Niemiec i Amerykanin
Bo u siebie z natury nic nie zastanie
Posłuch słowików zobaczy robaczki
I powie fake a gdzie "Polaczki" ?

Więc weźmy się rodacy do roboty
I stwórzmy partię bez kierowanej cnoty
Cnoty prawdziwej i z głębi serca
Z odkryciem polskim któremu
Nie przeszkadza 80%-wa narodowa nędza

Ich medialna dzicz nie chce omówić
Też innych polskich odkryć

Polacy !
Możemy naprawdę, naprawdę wszystko zmienić
Tylko wyrzućmy z siebie
Wyrzućmy z siebie jeleni

APEL BISKUPA

Ja apeluję, dajcie im kurczę robotę
Dajcie wy kurczę luje
Niech matce złożą pocałunek
A z ojcem będą spleceni
Radości tej nigdy się nie przeceni

Ja apeluję i się domagam
Od ust swych nie odejmę
Ale wielkim głosem
Wołanie wzmagam

Ja mam habit na sobie
O krzyżu też nie zapominam
Krzyż to jest wiecie . no, no
Sama siła

Ja wiem wszystko o świecie
I wiem co mam robić
Ja wspomagam maluczkich
Też tych co na świat będą przychodzić

Ja wołam i głos mój się niesie
Dajcie im kurczę robotę
Bo jak nie to wiecie
Pójdę się pomodlić

W przed jednak zmyję plamę na mankiecie
To tłusta plama ale ją się wywabia
A wówczas znowu wszyscy będą we mnie widzieć Pawia
Paw jest piękny, Paw tak głośno śpiewa
Tylko że z tego nie ma chleba
A nawet jest coraz mniej chleba.
PREZYDENCI

Prezydenci, ależ to ich nęci
Oni są pewni swego że zrobią coś z niczego
To nic jest po ich kolegach
Którzy wynieśli z kraju, cal po calu
Majątek swoich braci co w pocie czoła
Pracowali na fabryki Breżniewa
A teraz pracują na fabryki Clintona

Prezydenci to dobrze wiedzą,
Ale głośno tego nie powiedzą
Że im chodzi jedynie
Przypodobać się swojej rodzinie
I załatwić stanowiska
Które rodzina bez wątpienia wyzyska

Popatrzcie gdzie jest syn i córka tego a tego,
A popatrzcie gdzie jest syn Antoniego
I córka Marianny, która jest jeszcze Panną
Oni nie zrobią szkoły, nie pojadą na wakacje
Oni muszą pomagać swojej Matce i Siostrze
Która ma wzrok jak ostrze i jest na razie zamknięta
Ale jak wyjdzie, jak wyjdzie to ją niejeden prezydent
Zapamięta że była taka co chciała obalić prezydenta

Takich sióstr i braci jest bardzo wiele
Dbajcie więc prezydenci o swoje portfele
Bo może zabraknąć czasu,
Kiedy młode wilki wyjdą z lasu.

PRAWICA I LEWICA

Prawica i lewica się kłócą
A to kogoś do pieca wrzucą
A to kogoś przyduszą

A ileż światłych dróg płynie z ich ust
Ileż marzeń będzie można zrealizować
Ileż niecnych zapędów zahamować

Tam są szermierze, oni walczą na słowa
Ale prawdziwa osnowa jest taka
Jak złapać swojego rybaka na haka

Wtedy on mówi to co chcą
I za to mu się odwdzięczą
Zamkną mu usta na zawsze
Za to otworzą mu paszczę
Wówczas z paszczy tej poleci cała masa śmieci
Masa ta leci i leci i nigdy nie przeleci
Bo tak już jest na świecie
Że zawsze ktoś produkuje śmiecie
I zawsze ktoś je zbiera przecież

Wszyscy o tym wiedzą że za nami stoi
Radny, sędzia i profesor
Wszyscy wiemy też, że byli oni znani
W tych latach o których młodzież nie pamięta
A od których byłe ZSP się pęta
Po salonach pałacach i dworach
By spotykać się przy kielichu
Podając sobie i lewą i prawą rękę
Po cichu

"Hymn" szarych szeregów
Samoobrony

Nie będzie Kaczyński zmieniał nam twarzy
i Tusk nie zdoła nas obrazić
Samoobrona.Samoobrona......
My Partią jesteśmy, z Matki i Ojca
I Rodów ze wspólnego kojca,
Ten kojec Polska się nazywa
Nie będzie go plamić
Kwaśniewskiego gęba krzywa
Samoobrona..
A Giertych nie widzi wcale kojca
Bo widzi tylko ojca
Co na Żydów opowiada
by nie wyszła "ruska" zdrada
Samoobrona........
A Olejniczak nic nie umie
Zapomniał jak to było w komunie
W komunie było bardzo pięknie
Kradli i kradną
Stale namiętnie
Samoobrona.....
A Andrzej Lepper niech nam żyje
Niech go wspomaga radio maryjne
Niech ojciec Rydzyk się ukłoni
I powie prawdę tyś nas bronił
Samoobrona....
Kto na barykady wchodził z nami?
Kto zgniłe zboże wysypywał wiadrami?
Kto strachu napędził rządowi?
Gdy ten chciał nas pobić?
Samoobrona...
My nowy rząd zrobimy mądrze
By nasze dzieci miały dobrze
By szkoły pokończyli
I w Polsce na stałe byli
Samoobrona...
My Wojsko Polskie zostawimy w domu
By wzmocnić bezpieczeństwo narodu
Bo komuch z prawicą mocno naciska
By iść na Irak i Afganistan
Samoobrona...
My wiemy co to wóz Drzymały
On powstał dla Polaków chwały
My wiemy co to grób Witosa
Oni nawet kwiatka Tam nie poniosą
Samoobrona.....
My Spartą jesteśmy polską
Pójdziemy tam gdzie serca rosną
Samoobrona....
Nasz symbol biało czerwony
Zakwitnie we wszystkie strony
Od gór do morza, do Niemiec
I na Ukrainę
By chwalić polskie imię
Samoobrona....
A orzeł wysoko poleci
By widzieć swoje polskie dzieci
On jeszcze wyżej się wznosi
Bo Bóg mu ogłosił
Że naród nasz jest przeznaczony
Do szczytnych celów Samoobrony
Samoobrony. Samoobrony...


"Hymn" przywódców Samoobrony


Nie będzie Kaczyński mówił nam prawdy
Nie będzie Tusk pokazywał jaki jest hardy
Samoobrona......
My jesteśmy partią boksera
Dlatego z każdego na siłę zrobimy frajera
My jesteśmy z tego samego kojca
Bo uważamy boksera za ojca
A matka kasa się nazywa
Niech żyje, podobna nam Kwaśniewskiego gęba krzywa
Samoobrona....
A Giertych nam nie będzie dyktował
Co to znaczy Polska nowa
A Olejniczak nic nie umie
Ale potrafi się zachować w tłumie
Samoobrona....
Andrzej Lepper niech się schowa
Byle nie była o nim w Radiu Maryja mowa
Bo ojciec Rydzyk się wyprostuje
I powie prawdę, wy kurczę luje
Samoobrona.....
On rozróbami porządek naruszał
I zboże na pokaz wyrzucał
Kto kłopotu narobił rządowi
Gdy ten chciał pomoc narodowi?
Samoobrona.....
Nasz rząd pozwoli żyć godnie
By nasze dzieci mogły żyć modnie
Będą w dobrobycie się pławili
Bo biznes da im kasę w każdej chwili
Samoobrona....
Jak powiemy co to wóz Drzymały
To będziemy chodzić w glorii chwały
Ta chwała w pieniądz się zamienia
Z cudzego mienia
Samoobrona....
Jak powiemy co to grób Witosa
To będą chodzić koło naszego nosa
I każdy z nas wyczuje, kto będzie z nami zbójem
Samoobrona......
My Wojsko Polskie zostawimy w domu
By być bliżej brata ze wschodu
Bo Irak i Afganistan
Nie pozwala by zmienić kraj w Łupistan
Samoobrona .....
Pogonimy wszystkich
Tylko z bogatymi będziemy chodzić na łyski
Samoobrona....
My symbol biało czerwony, rozerwiemy
Na wszystkie strony
od gór do morza do Niemiec i na Ukrainę
będzie niechciane polskie imię
Samoobrona....
I orzeł już nie poleci
Bo będzie się wstydził za polskie dzieci
A nawet przysiądzie w dół
Bo dostał od Boga w dziób
za to że naród nasz jest stłamszony
przez kierownictwo Samoobrony
Samoobrony....Samoobrony

ACH TO PIWKO

Ach to piwko
Jest tak blisko
Naprzeciwko
Domu mego
I twojego

Wypijesz piwko
I świat się polepszy
Wtedy nie ważne
Kto kogo pieprzy
Ważne że masz
Rodzinę lub jej
Nie masz

Ale za to jest
Twój kolega i koleżanka
I przyjaciele niezawodni
W tym Życiu smutnym
I nie zawsze udolnym.

Będziesz pił piwko
Na złość rodakom
Co myślą ile dzisiaj zarobią
A ile jutro wezmą
Z za biurka nie swojego
Tylko oczywiście społecznego

Oni w pracy muszą być
Trzeźwi i przytomni
Bo tak im ktoś ważny
Jeszcze wypomni
Że nie otrzymali to co
Niektórzy dawali.

Oni sobie wszyscy
Piwko wypiją tylko
Wieczorem
Żeby im w głowach
Nie huczało a i później
W nocy że ktoś wzywa
Pomocy i jej nie dostanie
Bo dostali ją tacy
Co nigdy się nie
Imali prawdziwej pracy.

Kogóż więc będzie obchodzić
Życie tułaczy wśród
Których jest nauczycielka
I uczciwy lekarz
A na pewno aptekarz,
Który ma dla każdego
Dobrą radę tylko
U siebie nie potrafi
Wydrzeć zadrę
Że byłoby wszystko
Dobrze tylko on
Bez piwka nic nie może
Bo zmarła mu matka
A jego nie było
By dać jej wreszcie
Lekarstwo na synowską miłość.

Piwko jest dobre
Prawie dla wszystkich.,
Poza tym, że nie może
Go pić naukowiec
I kosmonauta, który ma w ręku władzę

Bo, wcale nie przesadzę
Jak powiem, że gdyby
Oni piwko pili
To fajnie by ten świat udziwnili.

Nikt by nikogo nie oszukiwał
Ani nie kiwał,
Nikt też by nie marudził,
Że świat się za wcześnie budzi,
A ludzie byliby dla siebie
Życzliwi, no góra
Przy piątym piwie.

Bo gdy wypijesz ich dziesięć,
Pójdziesz spać przecież,
A jak się obudzisz to stwierdzisz,
Że nie ma już tak dobrych ludzi.


CZŁOWIEK Z MIASTA

Ja jestem człowiek z miasta,
Ja pieprzę, ja chromolę ,to całe życie.
Ja wolę kraść, podrywać i bzykać,
Kichać w nos frajerom
I znikać.

Dla mnie tylko kasa
Nic więcej się nie liczy,
Ja mam "gdzieś",
To co się dzieje w przestrzeni,
Ja w niszy, se liczę ile ukradłem
I wydałem dzisiaj.

Mnie nie interesuje jutro,
Ja chcę dzisiaj żyć jak panisko,
Może być krótko.

Zobaczcie co się dzieje
Na świecie i u nas w kraju,
Świnie opanowały
Przecież ten rąbek
Urodzaju, co podobno
Jakiś Bóg przeznaczył
By raj był na ziemi,

A on jest rajem dla bogaczy,
Moralność przecież
Nic nie znaczy.

Popatrzcie idzie pani
Z pieskiem przez Juratę,
Wszyscy się jej kłaniają
Zatem, że to niby dama wielka
Bo ma psa nie kundelka.
A to jest utrzymanka biznesmena,
Który ją "kłuje" od niechcenia,
By go nie uznano za jelenia.

A on jest jeleń przecież,
Bo echo niesie, że aby żyć
To trzeba robić interes
Na przekrętach w tym lesie,

Najlepiej zza drzewa
Bo policja czuwa.
Wtedy jak jesteś
Uważany za czuba

Papiery załatwi
Kto trzeba i nie pójdziesz
Do dziupli jak inni
Z za drzewa,
Co nie umieli pogadać
Odpowiednim językiem,
Polegającym na tym
Czym jest pisanie patykiem.

Ja jestem człowiek z
Miasta, tu jest prawdziwy
Las i basta.
Tu można grasować, bić
Zarzynać i pytać

Czy zdrowa
Jest nasza władza
Co niewiele przeszkadza.
A i pomoże czasem
Jak dostanie
W łapę,
A inni obcasem.


JESTEM PEŁEN PODZIWU

Jestem pełen podziwu
Dla ludzkiej myśli technicznej,
Dla myśli bez granic
Tylko, że nic nie ma za nic.

Oni Cię powołali
Lub On Cię powołał,
Zresztą jak kto wolał
I woli wyznawać grzeszne
Myśli powoli,

Że to nie my sterujemy
Na tym świecie,
Tylko ktoś nam pomaga
Przecież,
Inaczej by nic nie było
Tylko się wszystko spieprzyło,

Bo cóż z tego, że syn Macieja
Wie co to knieja w buszu,
I cóż z tego, że córka znanego
Chce się wrodzić w niego
Gdy oni uważają, że
To co w głowie mają
Wystarczy by w testach
Prawdziwych
Wykazać się wyższą inteligencją
Niż inni.

Ale o dziwo poza inteligencją
Jest jeszcze mała prawda,
Że nie wystarczą same plusy
Byś w życiu został prymusem.

Są tacy co bez wykształcenia
Zrobią z Ciebie jelenia,
Są też tacy, którzy się nie dadzą
Nabrać na kiełbasę, którą im podadzą
Tacy co myślą, że zjedzą ją wcześniej
Niż ci pomyślą.

Uważaj inteligentny bracie
I siostro,
Byś nie wylądował
Na ziemi za ostro,
Bo wtedy się rozczarujesz,
Gdy stwierdzisz, że mimo
Inteligencji kierowałeś
Się jednak emocją.

Radzę więc abyście wyrwali
Z siebie dzikiego zwierza
I zostawili mimo wszystko
Morały Papieża,
Bo jeszcze poza rozumem
Są serca, które hurmem
Szukają boga na ziemi
Podczas gdy Bóg jest w
Cierni

I nie jest go tak łatwo
Znaleźć,
Gdy nie poklęczysz kilka
Lat przy konfesjonale,
Bo gdy na wszystko
Nie masz czasu,
To mimo odkrywczych myśli
I dużego ambarasu
Jaki robisz wokół siebie
Nie znajdziesz się przez to w niebie

Ja mówię w niebie tutaj
A nie w raju bo tam
Się tylko dostają
Ci co nigdy się nie mądrzyli
Tylko z potrzebującymi
Razem byli.


TEN NASZ PAPIEŻ ( napisany w 2000 r.)

Ten nasz Papież, ach ten Papież
Wciąż zatroskany, a przyłóż Go do rany.
Ja się też troskam, widząc ilu ludzi chce się czuć bosko,
Wymawiając jego imię beztrosko.

Każdy chce jakąś pieczeń upiec,
Zamiast siedzieć taki cicho na pupie
To tupie, tupie i tupie,
I krzyczy, że tylko on jest namaszczony w tej dziczy
I że tylko on wiele może
I tylko dla niego jest przestworze.
Że jak się jego nie będziemy słuchali
To będziemy uważani za krasnali.

Gdybyś ty luju wiedział.
Ile pomyj przez ciebie wylewają na Papieża.
Ile sądów i krytyki my musimy wysłuchiwać,
Od tej obmierzłej publiki,
Co w telewizorze robi piękną minę,
Do gry bezecnej na siłę,

Już my wiemy to najlepiej kim jest Papież,
A kim jest twój manekin.


ELITA WARSZAWY

Co chwilę ktoś ,mnie się pyta
Gdzie teraz przesiaduje w Warszawie elita
A ja mu mówię , nie ma już elity w Warszawie

Prawie zupełnie zabrało ją powstanie.
A on mi mówi nie o to chodzi
Chodzi o tych co teraz są modni
A ja mu mówię człowieku
Ty pomyliłeś interpretację elit
Myślisz w pośpiechu

Warszawska elita nie jest potomkiem Tuwima
Nie jest też potomkiem Brzechwy
Przestań być mętny
Warszawska elita to byli mieszczanie
Których teraz prawie nie ma wcale
To byli Warszawianie z krwi i kości
Od pradziadków urodzenia tutaj mieli włości
To była magnateria lub szlachta
Która w mieszczan się zamieniła
Bo podobała się im atmosfera warszawska
Tutaj zostali i tutaj się płodzili
Ich synowie i córki to samo robili
Zginęli w powstaniu inni wyjechali
W Warszawie może kilku . no może kilkudziesięciu ich zostało

Ja znam kilku a wśród nich Elżbietę
Słuchaj jak ona się potrafi wysłowić
Jak z nią porozmawiasz to stwierdzisz
Że poznałeś coś więcej niż kobietę
Ona ma czar właśnie tego środowiska
Które słowem eleganckiej Warszawy potrafi wyrazić wszystko
Miodek , Bralczyk . ładna polszczyzna
Tylko to nie ta klasa
Bo u nich polszczyzna kołem się zatacza
No może Młynarski
Ale tylko może, bo jak się go posłucha
To odzywa się francuszczyzny korzeń
Czasami u niego, ni stąd ni zowąd
Kankan się pojawia co psuje polskie słowo

Słuchaj- pomiędzy niej i środowiska wyrazami
Jest przestrzeń, ogarnięta ukraińskimi stepami,
Lwowem Wilnem i Batorego Hymnem
A składnia wyrazów i zdań jest taka
Że zbije z nóg każdego ciemniaka
Przy nich i przy niej taki się nie odezwie
A inteligent powie o Boże sczezłem

Pomyśli zaraz co tu jej powiedzieć
I nic nie znajdzie bo wie że w szermierce słownej
Będzie leżeć

Bo Tam jest nie tylko piękna budowa zdań
Ale przede wszystkim dowcip
Który królował wśród eleganckich dam
Na przykład powie ci: prawisz dyrdymały
A ty w ponsach staniesz cały
Albo powie ci ja nie będę przed Panem dygała
A ty myślisz kurczę co tu odpowiedzieć
A ona już powie: z Pana jest zakała

A postawa jej taka, skromność i pańskość
Wychodzi jak na portretach króla jaka
Nie macha rękami jak współcześni
Sejmowi rekruci, albo ten który ich uczy
Jest za to dystans i empatia
Wrodzoną ma wartość swoją
I wyrozumiałość dla życia i świata
Dlatego nie masz szans, nie zostanie twoją żoną
Woli być sama inni też nie wiele mogą
Gdybyś był z tej elity i przeżył powstanie
Może byś był kimś dla niej

Dla niej po kryjomu
Wartość ma nie ten co ze wsi przyjechał
I krzyczy że jest panem - przecież nie w swym domu
Może mieć pieniądze, tytuły być w elicie modnej
Cóż z tego jak nie wie jak rozwiązać dla niego problem
Ten problem jest taki
Słoma ci z butów wychodzi jak nie wiesz że w Warszawie przysmak
To flaki
Jedli je i arystokraci i panowie i żebraki
Bo kunszt elity warszawskiej właśnie na tym
Polega , by i żebraka traktować jak człowieka.

Pamiętasz

Spotkałem Cię po latach
Ta sama miłość wzlata
To jesteś Ty przecież
To Ty się niesiesz
Słowami i melodiami
Ciał młodych
I oddechów płodnych

Ależ one były gorące
Pamiętasz
Gdy byliśmy na łące
Byliśmy też za drzwiami
Tych- Pamiętasz u mamy,

Pamiętasz jak było przyjemnie,
Pamiętasz kiedy namiętnie-?
A może też chuć weszła we mnie
Broniłaś się słabo, przecież serca nasze
Uczucie rozebrało

Pamiętasz-.?
Nie da się zapomnieć
Dawnych, cudownych wspomnień
Mimo zmarszczek na twarzy,
Przeszły świat się jarzy

On jest ważny, to podstawa
Dalej jest sława lub nie sława
Może też jest szarość,
Ale kiedyś była barwność
I ona zostaje nawet gdy-szarość daje gronostaje

Nawet gdy masz złoto
Co często cnotę zamienia w błoto
Nawet gdy nie widzisz nic ponad pieniądz
To jednak zapadasz w niemoc
Gdy przychodzi miłosna chwila
Dla której oddasz wszystko
Byś w niej na stałe była.


MISTRZ BANDENEONU

Urodziłem się we wsi co zwała się Marino-Marina
Vivat Argentyna
To nie przypadek sprawił że tak się zwała
U nas związek kobiety z mężczyzną to poważna sprawa
Do tanga trzeba dwojga , bez kobiety
Nie zrobisz kroku, pasodoble tanga
Nie zatańczysz sam dla siebie
Z nią musisz to zrobić ,
By być w siódmym niebie

Nie miałem partnerki
Miałem akordeon
Dziadek go dla mnie zostawił
Bym kiedyś zagrał dla niego
Wziąłem go do rąk
Sam grał, wrodzony miałem tanga krok
Ojciec i matka, wstali, patrzyli słuchali,

Buenos Aires pulsowało stale

Spojrzeli na siebie i zatańczyli
A ja syn grałem, grałem
A oni wirem tanga się okryli
Palce mnie bolały, głowę przeszywały nuty

Serce mnie poniosło do dziadka na skróty
Byłem tam i tutaj, grałem całym sobą
Babcia oniemiała, stała i słuchała

Nagle postawiła wino,
Którego dla dzieci przecież nie było
Złapała mnie za rękę wypij Chłan
Jesteś już mężczyzną, grasz jak dziadek
Ja tęsknię
Łzy wszystkim pociekły
Mama i Ojciec-Jedno Ciało rzekli
Masz talent Synu będziesz graj innym
Niech i dla nich świat stanie się lepszy.

Grałem w knajpach w Buenos, później grałem
W teatrach miasta

Muza tanga do miłosnych par mnie niosła
Ilu ożeniłem ile wyszło za mąż
Poczucie rytmu ich ze sobą związało
W tangu nie oszukasz nie zmylisz natury
Jeśli on i ona dobrze czują nuty
Nie jeden i nie jedna nie wyszli na scenę
Dla mistrzów tylko grałem
Boże! Byłem i dalej jestem objawieniem

W tangu jest wszystko
Cała Argentyna
Stepy, konie , kobiety i łyk wina
I mężczyzna co strzela batem
Byś go poskromiła
I krwiste steki i jarskie dania z pietruszki
I z marchewki

Nasz kraj odmienia ludzi, gdy poznają
Tanga rozmiar wielki
Źli przyjezdni przeszłość swą tu zamkną na wieki
Dobrym jeszcze bardziej poprawi się mina
Nawet gdy ktoś ich nie słusznie obwinia
To jest Argentyna

Wolność i braterstwo
Hasła które w innych krajach znaczą fałszerstwo-często
Nie u nas. U nas jest powietrze
To czakranów tysiące zamknięte w jedną przestrzeń
Kraj był bogaty teraz już nie jest

Biznesowi się nie zgadzał zysków rejestr
Okradli nasz kraj z bogactwa rolnego
Ale z tanga nas nie okradną
Bo tango kolego . tango kolego
To jest coś Bożego
Czyś widział kiedy by okraść kogoś
Z krwiobiegu wrodzonego
Czy można krew wymienić narodowi
Któż by np. powstania u was robił

Dobrze, zagram Tobie, najpierw wolno
Teraz szybciej i znów wolno
Widzisz głowę trzyma się prosto
Czy czujesz te posuwiste kroki
To tak jakbyś deptał obłoki
A teraz się nie spodziewałeś
Tak jak w życiu nic nie twa stale Znowu krok wraca, choć już inaczej
I tutaj dopiero pokazujesz klasę
Trzeba być wyprostowanym prężnym i dumnym
Tango zmienia człowieka
W tangu każdy każdy jest jurny
Patrz w oczy kobiecie
Wtedy rytm tanga cię poniesie
Nic nie będziesz widział
Tylko jej wielkie oczy
Wtedy poczujesz jak po raju się kroczy

Tutaj wrócą wszyscy którzy wyjechali
Bogaci czy biedni wrócą z powrotem do kraju
Nie zatańczą w Paryżu nie będą w Hiszpanii
Z tangiem tylko tutaj zostać będą mogli
Tutaj jest ich kultura
Bo tango kolego, to jest uwertura
I w niej jest bogactwo
To tak jak obraz który malował Picasso
W niej są nie tylko kolory, odcienie i barwy
Ale też .a może przede wszystkim kształty

Nie da się żyć poza Argentyną
Wiem to po sobie . Ameryka, Rosja, Madryt
Długo tam nie wytrzymam
Na lotnisku gdy wracam to łapię powietrze jak ryba
Jestem nareszcie u siebie -śpiewam, Vivat Argentyna

DIUK

Spojrzeliśmy na siebie
I wiedzieliśmy że będziemy razem
Za Boga rozkazem

To nie przypadek sprawił
Że Diuka zabrałem
Bo nad nami
Opatrzność otacza nas swoimi skrzydłami
Ona wie, widzi i rozdziela datki
Niema na tej ziemi przypadku

Okazało się że Diuk był mądrzejszy ode mnie
Wyrozumiałość miał i ma dla mnie
Bo Stwórca potraktował go bardziej uprzejmie
Nie tylko że ma wyrozumiałość
Ale też takt i uczucie
Które próżno jest szukać w tyglu życia hucie

On ma swój honor
Gdy np. potraktowałem źle jego ogon
To on mi się zrewanżował
Stanął przed drzwiami i powiedział
Wychodzę ty możesz się schować
Nie wiem gdzie pójdę nie wiem co będzie
Ale lepszych kolegów i kumpli to ja znajdę wszędzie

Oczywiście że go nie wypuściłem
Stał pod drzwiami a ja sercem wyłem
Minęła doba zjesz coś pytam
A on odwraca się do mnie tyłem
Pytam sam siebie czemu czuję ból w sercu
Przecież nie byliśmy na ślubnym kobiercu
Usiadłem na kanapie też smutny i zadumany
A on nagle się przy mnie pojawił


Było to nad ranem
Przytulił się i powiedział, dobrze
Bóg tak chciał, będziesz dalej moim panem

To była dla mnie nauczka

Bym nigdy nikogo nie traktował
Jak przypadkowego wnuczka
Każdemu na tej ziemi się należy

Poszanowanie i godność
Bo wszyscy jesteśmy z tej samej macierzy
Matka ziemia nas stworzyła
Nie dla wszystkich była dobra
Ale wspólna jest w niej nasza mogiła
Żyjmy więc we wspólnocie
Będąc ze wszystkimi bratem
Wtedy nikt nikogo nie będzie gonił batem

Po tej nauczce się zmieniłem
Nigdy już mu nie przyłożyłem
Ja go pilnowałem i on mnie pilnował
Nawet nie musieliśmy wypowiadać słowa

Wie że już może na zawsze na mnie liczyć
I ja mogę liczyć na niego
Bo to jest mariaż pokonanego
Pokonanego z pychy i głupoty
Z własnego ja i pustoty

Odtąd chodzimy razem i się rozumiemy
I dzięki temu robimy to co chcemy

Każdy sobie pozwala na pozorne donse i prawdziwe harce
Tylko miłość bowiem do siebie
Daje wolność na tej życia barce
Bez miłości nie ma wolności
Hasłem tym ktoś może się zdziwić
Ale zdziwić się może tyko ktoś
Kto dostał nieszczęśliwy los

Wystarczy zobaczyć w miłości

Żyjących ludzi
By wiedzieć że takich życie nie ubrudzi
Oczywiście są też zawiedzeni
Ale nie ci co kochają zwierzęta na tej ziemi
Bo symbioza zwierząt i dobrych ludzi
Sprawia że świat wokół nich pięknem się budzi

WYPADEK LOTNICZY

Miało lecieć kilku w Katyńskiej smutności.
Prezydent powiedział: kilku to za mało
Niech lecą wszyscy patrioci
Też po to aby u sąsiada zawrzało.

Zatem każdy się uważał za patriotę
Nawet ten co do Polski przyznał się z powrotem.
A że trzeba było wypełnić samolot do ostatniego miejsca
Musiał lecieć też ten co się bał i lecieć nie chciał
Szkoda tylko że zapomniano przygotować zapasowe lotnisko
Pewnie dlatego że prezydent: "nikomu nie kłaniał się nisko"

Polecieli i mgła im zastąpiła drogę
Polak nie zawraca to w naszej krwi jest modłę Lądujemy ktoś powiedział z mocna
A pilot miał w sobie- nie można
U Polaków można.

Ilu ich zginęło wcześniej w górach
Gdzie nikt nie wszedł,
Na morzu gdzie nikt nie pływał,
Choć czasami zdarzały się dziwa.

Rzeczywistości u nas nikt nie roztrząsa
Nie można to znaczy że można

Nie ważna jest nawet rodzina dla Polaka jeśli jego
Ambicja ma się za raka.
On wszystko może bo Pan Bóg mu pomoże.

Polak budował kościoły w Ameryce
Podczas gdy Irlandczyk marzył o fabryce
Fabryki zostały, kościoły też zostały.
Z tym że fabryki dają pracę i utrzymanie
A kościoły co dają: Módl się "dla nas" Panie.

Panie daj nam dobrą pracę,
Panie niech ja się wzbogacę,
Panie daj nam wykształcone dzieci
Panie niech pilot doleci

A Pan widzi że czasu ubywa
A u nich miejsce na rozsądek
Dalej jest puste
Zastanowił się i dał ROZKAZ
Niech mają ostatnią nauczkę.

Jest jeszcze jeden morał taki:
W sobie narodu krwi nie zmienisz ale
Już inaczej będziesz patrzył na raki.

Epilog

Nauczkę ostatnią ? Spytał się Anioł
Przecież słońca nie będę naprawiał
Dla ludzi, oni ciągle kłamią,
Są też tacy którzy nie chcą się podzielić
OTRZYMANĄ PRAWDĄ
Jeszcze inni TĘ PRAWDĘ ściemniają


To kogo oszczędzisz Panie?
Nielicznych, tych skażę na wygnanie
I stworzę nową religię ze starej


Z jakiej Panie?
Z katolickiej? Żartujesz chyba
Ci trzymają ludzi w biedzie,
Pozmieniali moje słowa czym
Budują piekło dla siebie.


Z żydowskiej? Oni żyją materializmem
Zmieniły się czasy,
Teraz tylko nie materialna wiedza może wzbogacić


Z Mahometa? Dają się podpuszczać to nie ta

No to buddyjska?Nie cenią życia na ziemi
A jeszcze zostawię na niej trochę przestrzeni


No to Lutra albo innych?
Ci się dorobili i z innymi się nie podzielili

Z Prawosławia, oni mnie nie zdradzili
Kiepski dostali teren do roboty,
A mimo tego słów moich nie zmienili.
Dadzą sobie radę na nowym terenie,
Z wiedzą starą w której znajdą nowe
Zrozumienie.
Ale? -
Jeszcze się zastanowię
Czy nie stworzę całkiem Nowej

Do Młodych

Dają Ci Katyń dają Ci pomniki
Robią wszystko, żebyś nie robił publiki
Żebyś był zadowolony chociaż nie masz żony
A Ona nie ma męża

Bo nic tak nerw nie nadwyręża
Jak świadomość taka, jak znaleźć mieszkanie
I jak zabić kaca, który co chwila wraca
Gdy zaczynasz myśleć ile da Ci rodzina
A ile da Ci chwila

Kiedy weźmiesz pensję od tego cywila
Co kiedyś był zupakiem a dzisiaj stoi okrakiem
Nad twoją pracą, broniącą Ciebie przed upadkiem
Na łoże rzadkie, bez poduszki i kołdry prawdziwej

Na razie cię stać na to żebyś nie wychodził na miasto
Ale za to jadł ciasto, wcześniej przygotowane
Z morałów telewizora i tanich banałów
Ten morał jest taki

Słuchaj się ich a też będziesz stał okrakiem
Tylko nie w swoim domu
Bo już go zwróciłeś byle komu
I nie nad swoim łóżkiem

Bo łyknąłeś to co Ci podali delikatnie opuszkiem
I zepchnęli Cię tam gdzie lumpy żyją i tanią wódkę piją
Piją też denaturat, by nikt im nie "wtórał"
Że stawiają pomniki, ci dla których człowiek
Jest nikim

NARADA


Przyszedł Premier do ministra.
Co tam panie wszystko gra?

No nie drugi samolot spadł.

Ja o kontrakty pytam się,
Czy one teraz nie sypną się?

Zaliczka wpłacona, tak jak zaręczyny,
Zrywasz, to pierścionek jest dziewczyny.

Dużo zginęło też i nasi.

Wywiad Ruski nasz bałagan okrasił.

Na szczęście amerykański go namaścił,
Powinienem odejść?

Co Ty w Polsce nie ma zwyczaju,
U nas bałaganiarze mają jak w raju.

Lepiej powiedz co tam u generałów?

Zwolniłem za dobrych paru.

Kogo dałeś? Nic nie rozumiejących?

No właśnie takich,
Tylko na pod wojsku się znających.

Ooooo toś Ty sprytny, jeszcze awansujesz,
Jak tylko spokój w Polsce JA zagwarantuję!

Przyszedł mafiozo do ministra.

Przyszedł mafiozo do ministra.
Chciałem mieć ustawę taką a taką.
By nikomu z was nie brakło.

Zaraz zrobimy tylko popatrzę
Jaki paragraf da się zatrzeć
A jaki wykorzystać należy
By uczestniczyć w tej grabieży.

Z paragrafu tego a tego wynika
Że nasza cicha publika
Ustawę zaakceptuje,
A nasz człowiek w mediach
Ją rozpropaguje.

A z paragrafu tego a tego
Promienieje
Demokracja dla której
Pracują złodzieje.

Demokrację bowiem
Złodziej wykorzysta
Z pomocą ministra.

Jest jeszcze dalsza sprawa
Ustawa musi być konsultowana.
Dlatego ministrowie
Się nad nią pochylili
I co chcieli mieć w kieszeni
Tak zadzwonili.

Na koniec biskup ją polał wodą
W słowach: od teraz jesteś Ustawo święconą.

A biedny, lud
Płaci haracz za swoja głupotę.

Zaproś znajomego

Warszawa /> Piotr Paweł Lewandowski

Copyright © 2005