Kilkanaście z kilkudziesięciu rymów jakie napisałem:
|
MYŚL CZŁOWIEKU I lekarz i ksiądz i pielęgniarka Chcą byś wrzucił im coś do garnka A uzdrowiciel językiem mlaska A mnie głuptasie co niełaska Pan Bóg się wkurzył Myśl Człowieku Wierz Mnie A Nie Olmekom A białe kitle proszą Boga Już On ci pomoże byś nas promował Oni By Chcieli Byś Łykał Prochy Byś Zawsze Gotów Dać Kasę Z Boku Byś zawsze człowieku miał to na względzie Żyć trudno, umierać łatwiej będzie A ja się leczę Popatrz człowiecze To jest odkrycie, to jest dopiero życie Ja rękę trzymam na głowie W miejscu o którym Ci nikt nie powie Bo kasa i kasa i to się liczy Wszędzie i zawsze w każdej dzielnicy Bądź głupi, nam robotem rządzić Łatwiej będzie I tu teraz, zawsze i wszędzie. Odkrycie polskie I polska masa Mówią że nie ma, nie ma głuptasa www.samoleczeniebsm.pl |
MNIE W TYCH WYBORACH NIE MA Mnie w tych wyborach nie ma Bo gdybym był to by zatrzęsła się ziemia Pod stołkami tych którzy z wszystkich Robią jeleni . notabli z pod ziemi Oni wszystkim sterują A ludziom figury pokazują Tą figurą jest i Tusk i Kaczyński Komorowski, Pawlak i powiedzmy Prezydent Iksiński Oni tak wybory ustawili Że bez poparcia ich partii Nie masz co liczyć na znak krzywy Oni tworzą plan, jak z Polski Zrobić następny stan Stan biedny i zaniedbany Dopóki nie powstaną ich klany Klany te będą doić Polaków do woli Aż nas będzie mniej niż chłopów na roli Wtedy oni powiedzą, widzicie Lepiej jest za Polski miedzą My zrobimy u was park natury Tutaj zostaną tylko Żubry Tutaj będzie przyjeżdżał i Niemiec i Amerykanin Bo u siebie z natury nic nie zastanie Posłuch słowików zobaczy robaczki I powie fake a gdzie "Polaczki" ? Więc weźmy się rodacy do roboty I stwórzmy partię bez kierowanej cnoty Cnoty prawdziwej i z głębi serca Z odkryciem polskim któremu Nie przeszkadza 80%-wa narodowa nędza Ich medialna dzicz nie chce omówić Też innych polskich odkryć Polacy ! Możemy naprawdę, naprawdę wszystko zmienić Tylko wyrzućmy z siebie Wyrzućmy z siebie jeleni |
|
APEL BISKUPA Ja apeluję, dajcie im kurczę robotę Dajcie wy kurczę luje Niech matce złożą pocałunek A z ojcem będą spleceni Radości tej nigdy się nie przeceni Ja apeluję i się domagam Od ust swych nie odejmę Ale wielkim głosem Wołanie wzmagam Ja mam habit na sobie O krzyżu też nie zapominam Krzyż to jest wiecie . no, no Sama siła Ja wiem wszystko o świecie I wiem co mam robić Ja wspomagam maluczkich Też tych co na świat będą przychodzić Ja wołam i głos mój się niesie Dajcie im kurczę robotę Bo jak nie to wiecie Pójdę się pomodlić W przed jednak zmyję plamę na mankiecie To tłusta plama ale ją się wywabia A wówczas znowu wszyscy będą we mnie widzieć Pawia Paw jest piękny, Paw tak głośno śpiewa Tylko że z tego nie ma chleba A nawet jest coraz mniej chleba. |
PREZYDENCI
Prezydenci, ależ to ich nęci Oni są pewni swego że zrobią coś z niczego To nic jest po ich kolegach Którzy wynieśli z kraju, cal po calu Majątek swoich braci co w pocie czoła Pracowali na fabryki Breżniewa A teraz pracują na fabryki Clintona Prezydenci to dobrze wiedzą, Ale głośno tego nie powiedzą Że im chodzi jedynie Przypodobać się swojej rodzinie I załatwić stanowiska Które rodzina bez wątpienia wyzyska Popatrzcie gdzie jest syn i córka tego a tego, A popatrzcie gdzie jest syn Antoniego I córka Marianny, która jest jeszcze Panną Oni nie zrobią szkoły, nie pojadą na wakacje Oni muszą pomagać swojej Matce i Siostrze Która ma wzrok jak ostrze i jest na razie zamknięta Ale jak wyjdzie, jak wyjdzie to ją niejeden prezydent Zapamięta że była taka co chciała obalić prezydenta Takich sióstr i braci jest bardzo wiele Dbajcie więc prezydenci o swoje portfele Bo może zabraknąć czasu, Kiedy młode wilki wyjdą z lasu. |
|
PRAWICA I LEWICA Prawica i lewica się kłócą A to kogoś do pieca wrzucą A to kogoś przyduszą A ileż światłych dróg płynie z ich ust Ileż marzeń będzie można zrealizować Ileż niecnych zapędów zahamować Tam są szermierze, oni walczą na słowa Ale prawdziwa osnowa jest taka Jak złapać swojego rybaka na haka Wtedy on mówi to co chcą I za to mu się odwdzięczą Zamkną mu usta na zawsze Za to otworzą mu paszczę Wówczas z paszczy tej poleci cała masa śmieci Masa ta leci i leci i nigdy nie przeleci Bo tak już jest na świecie Że zawsze ktoś produkuje śmiecie I zawsze ktoś je zbiera przecież Wszyscy o tym wiedzą że za nami stoi Radny, sędzia i profesor Wszyscy wiemy też, że byli oni znani W tych latach o których młodzież nie pamięta A od których byłe ZSP się pęta Po salonach pałacach i dworach By spotykać się przy kielichu Podając sobie i lewą i prawą rękę Po cichu |
|
|
"Hymn" szarych szeregów
Nie będzie Kaczyński zmieniał nam twarzy
|
"Hymn" przywódców Samoobrony
|
|
ACH TO PIWKO
Ach to piwko |
CZŁOWIEK Z MIASTA
Ja jestem człowiek z miasta, |
|
JESTEM PEŁEN PODZIWU
Jestem pełen podziwu |
TEN NASZ PAPIEŻ ( napisany w 2000 r.)
Ten nasz Papież, ach ten Papież |
|
ELITA WARSZAWY
Co chwilę ktoś ,mnie się pyta Gdzie teraz przesiaduje w Warszawie elita A ja mu mówię , nie ma już elity w Warszawie Prawie zupełnie zabrało ją powstanie. A on mi mówi nie o to chodzi Chodzi o tych co teraz są modni A ja mu mówię człowieku Ty pomyliłeś interpretację elit Myślisz w pośpiechu Warszawska elita nie jest potomkiem Tuwima Nie jest też potomkiem Brzechwy Przestań być mętny Warszawska elita to byli mieszczanie Których teraz prawie nie ma wcale To byli Warszawianie z krwi i kości Od pradziadków urodzenia tutaj mieli włości To była magnateria lub szlachta Która w mieszczan się zamieniła Bo podobała się im atmosfera warszawska Tutaj zostali i tutaj się płodzili Ich synowie i córki to samo robili Zginęli w powstaniu inni wyjechali W Warszawie może kilku . no może kilkudziesięciu ich zostało Ja znam kilku a wśród nich Elżbietę Słuchaj jak ona się potrafi wysłowić Jak z nią porozmawiasz to stwierdzisz Że poznałeś coś więcej niż kobietę Ona ma czar właśnie tego środowiska Które słowem eleganckiej Warszawy potrafi wyrazić wszystko Miodek , Bralczyk . ładna polszczyzna Tylko to nie ta klasa Bo u nich polszczyzna kołem się zatacza No może Młynarski Ale tylko może, bo jak się go posłucha To odzywa się francuszczyzny korzeń Czasami u niego, ni stąd ni zowąd Kankan się pojawia co psuje polskie słowo Słuchaj- pomiędzy niej i środowiska wyrazami Jest przestrzeń, ogarnięta ukraińskimi stepami, Lwowem Wilnem i Batorego Hymnem A składnia wyrazów i zdań jest taka Że zbije z nóg każdego ciemniaka Przy nich i przy niej taki się nie odezwie A inteligent powie o Boże sczezłem Pomyśli zaraz co tu jej powiedzieć I nic nie znajdzie bo wie że w szermierce słownej Będzie leżeć Bo Tam jest nie tylko piękna budowa zdań Ale przede wszystkim dowcip Który królował wśród eleganckich dam Na przykład powie ci: prawisz dyrdymały A ty w ponsach staniesz cały Albo powie ci ja nie będę przed Panem dygała A ty myślisz kurczę co tu odpowiedzieć A ona już powie: z Pana jest zakała A postawa jej taka, skromność i pańskość Wychodzi jak na portretach króla jaka Nie macha rękami jak współcześni Sejmowi rekruci, albo ten który ich uczy Jest za to dystans i empatia Wrodzoną ma wartość swoją I wyrozumiałość dla życia i świata Dlatego nie masz szans, nie zostanie twoją żoną Woli być sama inni też nie wiele mogą Gdybyś był z tej elity i przeżył powstanie Może byś był kimś dla niej Dla niej po kryjomu Wartość ma nie ten co ze wsi przyjechał I krzyczy że jest panem - przecież nie w swym domu Może mieć pieniądze, tytuły być w elicie modnej Cóż z tego jak nie wie jak rozwiązać dla niego problem Ten problem jest taki Słoma ci z butów wychodzi jak nie wiesz że w Warszawie przysmak To flaki Jedli je i arystokraci i panowie i żebraki Bo kunszt elity warszawskiej właśnie na tym Polega , by i żebraka traktować jak człowieka. |
Pamiętasz |
|
MISTRZ BANDENEONU Urodziłem się we wsi co zwała się Marino-Marina Vivat Argentyna To nie przypadek sprawił że tak się zwała U nas związek kobiety z mężczyzną to poważna sprawa Do tanga trzeba dwojga , bez kobiety Nie zrobisz kroku, pasodoble tanga Nie zatańczysz sam dla siebie Z nią musisz to zrobić , By być w siódmym niebie Nie miałem partnerki Miałem akordeon Dziadek go dla mnie zostawił Bym kiedyś zagrał dla niego Wziąłem go do rąk Sam grał, wrodzony miałem tanga krok Ojciec i matka, wstali, patrzyli słuchali, Buenos Aires pulsowało stale Spojrzeli na siebie i zatańczyli A ja syn grałem, grałem A oni wirem tanga się okryli Palce mnie bolały, głowę przeszywały nuty Serce mnie poniosło do dziadka na skróty Byłem tam i tutaj, grałem całym sobą Babcia oniemiała, stała i słuchała Nagle postawiła wino, Którego dla dzieci przecież nie było Złapała mnie za rękę wypij Chłan Jesteś już mężczyzną, grasz jak dziadek Ja tęsknię Łzy wszystkim pociekły Mama i Ojciec-Jedno Ciało rzekli Masz talent Synu będziesz graj innym Niech i dla nich świat stanie się lepszy. Grałem w knajpach w Buenos, później grałem W teatrach miasta Muza tanga do miłosnych par mnie niosła Ilu ożeniłem ile wyszło za mąż Poczucie rytmu ich ze sobą związało W tangu nie oszukasz nie zmylisz natury Jeśli on i ona dobrze czują nuty Nie jeden i nie jedna nie wyszli na scenę Dla mistrzów tylko grałem Boże! Byłem i dalej jestem objawieniem W tangu jest wszystko Cała Argentyna Stepy, konie , kobiety i łyk wina I mężczyzna co strzela batem Byś go poskromiła I krwiste steki i jarskie dania z pietruszki I z marchewki Nasz kraj odmienia ludzi, gdy poznają Tanga rozmiar wielki Źli przyjezdni przeszłość swą tu zamkną na wieki Dobrym jeszcze bardziej poprawi się mina Nawet gdy ktoś ich nie słusznie obwinia To jest Argentyna Wolność i braterstwo Hasła które w innych krajach znaczą fałszerstwo-często Nie u nas. U nas jest powietrze To czakranów tysiące zamknięte w jedną przestrzeń Kraj był bogaty teraz już nie jest Biznesowi się nie zgadzał zysków rejestr Okradli nasz kraj z bogactwa rolnego Ale z tanga nas nie okradną Bo tango kolego . tango kolego To jest coś Bożego Czyś widział kiedy by okraść kogoś Z krwiobiegu wrodzonego Czy można krew wymienić narodowi Któż by np. powstania u was robił Dobrze, zagram Tobie, najpierw wolno Teraz szybciej i znów wolno Widzisz głowę trzyma się prosto Czy czujesz te posuwiste kroki To tak jakbyś deptał obłoki A teraz się nie spodziewałeś Tak jak w życiu nic nie twa stale Znowu krok wraca, choć już inaczej I tutaj dopiero pokazujesz klasę Trzeba być wyprostowanym prężnym i dumnym Tango zmienia człowieka W tangu każdy każdy jest jurny Patrz w oczy kobiecie Wtedy rytm tanga cię poniesie Nic nie będziesz widział Tylko jej wielkie oczy Wtedy poczujesz jak po raju się kroczy Tutaj wrócą wszyscy którzy wyjechali Bogaci czy biedni wrócą z powrotem do kraju Nie zatańczą w Paryżu nie będą w Hiszpanii Z tangiem tylko tutaj zostać będą mogli Tutaj jest ich kultura Bo tango kolego, to jest uwertura I w niej jest bogactwo To tak jak obraz który malował Picasso W niej są nie tylko kolory, odcienie i barwy Ale też .a może przede wszystkim kształty Nie da się żyć poza Argentyną Wiem to po sobie . Ameryka, Rosja, Madryt Długo tam nie wytrzymam Na lotnisku gdy wracam to łapię powietrze jak ryba Jestem nareszcie u siebie -śpiewam, Vivat Argentyna |
DIUK
Spojrzeliśmy na siebie I wiedzieliśmy że będziemy razem Za Boga rozkazem To nie przypadek sprawił Że Diuka zabrałem Bo nad nami Opatrzność otacza nas swoimi skrzydłami Ona wie, widzi i rozdziela datki Niema na tej ziemi przypadku Okazało się że Diuk był mądrzejszy ode mnie Wyrozumiałość miał i ma dla mnie Bo Stwórca potraktował go bardziej uprzejmie Nie tylko że ma wyrozumiałość Ale też takt i uczucie Które próżno jest szukać w tyglu życia hucie On ma swój honor Gdy np. potraktowałem źle jego ogon To on mi się zrewanżował Stanął przed drzwiami i powiedział Wychodzę ty możesz się schować Nie wiem gdzie pójdę nie wiem co będzie Ale lepszych kolegów i kumpli to ja znajdę wszędzie Oczywiście że go nie wypuściłem Stał pod drzwiami a ja sercem wyłem Minęła doba zjesz coś pytam A on odwraca się do mnie tyłem Pytam sam siebie czemu czuję ból w sercu Przecież nie byliśmy na ślubnym kobiercu Usiadłem na kanapie też smutny i zadumany A on nagle się przy mnie pojawił Było to nad ranem Przytulił się i powiedział, dobrze Bóg tak chciał, będziesz dalej moim panem To była dla mnie nauczka Bym nigdy nikogo nie traktował Jak przypadkowego wnuczka Każdemu na tej ziemi się należy Poszanowanie i godność Bo wszyscy jesteśmy z tej samej macierzy Matka ziemia nas stworzyła Nie dla wszystkich była dobra Ale wspólna jest w niej nasza mogiła Żyjmy więc we wspólnocie Będąc ze wszystkimi bratem Wtedy nikt nikogo nie będzie gonił batem Po tej nauczce się zmieniłem Nigdy już mu nie przyłożyłem Ja go pilnowałem i on mnie pilnował Nawet nie musieliśmy wypowiadać słowa Wie że już może na zawsze na mnie liczyć I ja mogę liczyć na niego Bo to jest mariaż pokonanego Pokonanego z pychy i głupoty Z własnego ja i pustoty Odtąd chodzimy razem i się rozumiemy I dzięki temu robimy to co chcemy Każdy sobie pozwala na pozorne donse i prawdziwe harce Tylko miłość bowiem do siebie Daje wolność na tej życia barce Bez miłości nie ma wolności Hasłem tym ktoś może się zdziwić Ale zdziwić się może tyko ktoś Kto dostał nieszczęśliwy los Wystarczy zobaczyć w miłości Żyjących ludzi By wiedzieć że takich życie nie ubrudzi Oczywiście są też zawiedzeni Ale nie ci co kochają zwierzęta na tej ziemi Bo symbioza zwierząt i dobrych ludzi Sprawia że świat wokół nich pięknem się budzi |
|
WYPADEK LOTNICZY Miało lecieć kilku w Katyńskiej smutności. Prezydent powiedział: kilku to za mało Niech lecą wszyscy patrioci Też po to aby u sąsiada zawrzało. Zatem każdy się uważał za patriotę Nawet ten co do Polski przyznał się z powrotem. A że trzeba było wypełnić samolot do ostatniego miejsca Musiał lecieć też ten co się bał i lecieć nie chciał Szkoda tylko że zapomniano przygotować zapasowe lotnisko Pewnie dlatego że prezydent: "nikomu nie kłaniał się nisko" Polecieli i mgła im zastąpiła drogę Polak nie zawraca to w naszej krwi jest modłę Lądujemy ktoś powiedział z mocna A pilot miał w sobie- nie można U Polaków można. Ilu ich zginęło wcześniej w górach Gdzie nikt nie wszedł, Na morzu gdzie nikt nie pływał, Choć czasami zdarzały się dziwa. Rzeczywistości u nas nikt nie roztrząsa Nie można to znaczy że można Nie ważna jest nawet rodzina dla Polaka jeśli jego Ambicja ma się za raka. On wszystko może bo Pan Bóg mu pomoże. Polak budował kościoły w Ameryce Podczas gdy Irlandczyk marzył o fabryce Fabryki zostały, kościoły też zostały. Z tym że fabryki dają pracę i utrzymanie A kościoły co dają: Módl się "dla nas" Panie. Panie daj nam dobrą pracę, Panie niech ja się wzbogacę, Panie daj nam wykształcone dzieci Panie niech pilot doleci A Pan widzi że czasu ubywa A u nich miejsce na rozsądek Dalej jest puste Zastanowił się i dał ROZKAZ Niech mają ostatnią nauczkę. Jest jeszcze jeden morał taki: W sobie narodu krwi nie zmienisz ale Już inaczej będziesz patrzył na raki. Epilog Nauczkę ostatnią ? Spytał się Anioł Przecież słońca nie będę naprawiał Dla ludzi, oni ciągle kłamią, Są też tacy którzy nie chcą się podzielić OTRZYMANĄ PRAWDĄ Jeszcze inni TĘ PRAWDĘ ściemniają To kogo oszczędzisz Panie? Nielicznych, tych skażę na wygnanie I stworzę nową religię ze starej Z jakiej Panie? Z katolickiej? Żartujesz chyba Ci trzymają ludzi w biedzie, Pozmieniali moje słowa czym Budują piekło dla siebie. Z żydowskiej? Oni żyją materializmem Zmieniły się czasy, Teraz tylko nie materialna wiedza może wzbogacić Z Mahometa? Dają się podpuszczać to nie ta No to buddyjska?Nie cenią życia na ziemi A jeszcze zostawię na niej trochę przestrzeni No to Lutra albo innych? Ci się dorobili i z innymi się nie podzielili Z Prawosławia, oni mnie nie zdradzili Kiepski dostali teren do roboty, A mimo tego słów moich nie zmienili. Dadzą sobie radę na nowym terenie, Z wiedzą starą w której znajdą nowe Zrozumienie. Ale? - Jeszcze się zastanowię Czy nie stworzę całkiem Nowej |
Do Młodych Dają Ci Katyń dają Ci pomniki Robią wszystko, żebyś nie robił publiki Żebyś był zadowolony chociaż nie masz żony A Ona nie ma męża Bo nic tak nerw nie nadwyręża Jak świadomość taka, jak znaleźć mieszkanie I jak zabić kaca, który co chwila wraca Gdy zaczynasz myśleć ile da Ci rodzina A ile da Ci chwila Kiedy weźmiesz pensję od tego cywila Co kiedyś był zupakiem a dzisiaj stoi okrakiem Nad twoją pracą, broniącą Ciebie przed upadkiem Na łoże rzadkie, bez poduszki i kołdry prawdziwej Na razie cię stać na to żebyś nie wychodził na miasto Ale za to jadł ciasto, wcześniej przygotowane Z morałów telewizora i tanich banałów Ten morał jest taki Słuchaj się ich a też będziesz stał okrakiem Tylko nie w swoim domu Bo już go zwróciłeś byle komu I nie nad swoim łóżkiem Bo łyknąłeś to co Ci podali delikatnie opuszkiem I zepchnęli Cię tam gdzie lumpy żyją i tanią wódkę piją Piją też denaturat, by nikt im nie "wtórał" Że stawiają pomniki, ci dla których człowiek Jest nikim |
|
NARADA Przyszedł Premier do ministra. Co tam panie wszystko gra? No nie drugi samolot spadł. Ja o kontrakty pytam się, Czy one teraz nie sypną się? Zaliczka wpłacona, tak jak zaręczyny, Zrywasz, to pierścionek jest dziewczyny. Dużo zginęło też i nasi. Wywiad Ruski nasz bałagan okrasił. Na szczęście amerykański go namaścił, Powinienem odejść? Co Ty w Polsce nie ma zwyczaju, U nas bałaganiarze mają jak w raju. Lepiej powiedz co tam u generałów? Zwolniłem za dobrych paru. Kogo dałeś? Nic nie rozumiejących? No właśnie takich, Tylko na pod wojsku się znających. Ooooo toś Ty sprytny, jeszcze awansujesz, Jak tylko spokój w Polsce JA zagwarantuję! |
Przyszedł mafiozo do ministra. Przyszedł mafiozo do ministra. Chciałem mieć ustawę taką a taką. By nikomu z was nie brakło. Zaraz zrobimy tylko popatrzę Jaki paragraf da się zatrzeć A jaki wykorzystać należy By uczestniczyć w tej grabieży. Z paragrafu tego a tego wynika Że nasza cicha publika Ustawę zaakceptuje, A nasz człowiek w mediach Ją rozpropaguje. A z paragrafu tego a tego Promienieje Demokracja dla której Pracują złodzieje. Demokrację bowiem Złodziej wykorzysta Z pomocą ministra. Jest jeszcze dalsza sprawa Ustawa musi być konsultowana. Dlatego ministrowie Się nad nią pochylili I co chcieli mieć w kieszeni Tak zadzwonili. Na koniec biskup ją polał wodą W słowach: od teraz jesteś Ustawo święconą. A biedny, lud Płaci haracz za swoja głupotę. |
|
Zaproś znajomego |



